logoprzez

naglowek-07

Opublikowano: piątek, 27, lipiec 2018 09:58
Autor: Melania Gwóźdź

- rozmowa z Jerzym Makselonem, dyrektorem Teatru Nowego w Zabrzu

Jaki był ubiegły sezon 2017/2018. Co się udało zrobić w teatrze, z czego jest Pan zadowolony?

Myślę, że to był dobry sezon, bardzo zróżnicowany. Zaczął się od udanego, jak sądzę, Festiwalu Dramaturgii „Rzeczywistość przedstawiona”. Zdaniem wielu osób, spośród naszej stałej festiwalowej widowni, była to jedna z najlepszych, o ile nie najlepsza edycja. Bardzo bogaty program, wiele ważnych spektakli, które ułożyły się w taką bardzo spójną i dość wnikliwą opowieść o tym, co się we współczesnym świecie dzieje. Nie bez znaczenia jest też to, że jeden z naszych spektakli "Ku Klux Klan. W krainie miłości" został na Festiwalu zauważony. Dostaliśmy nagrodę za opracowanie muzyczne (Anna Stela), a także nagrodę aktorską (Katarzyna Łacisz-Kubacka). "Ku Klux Klan..", który został przyjęty bardzo dobrze, ma swoich wielbicieli, o to jest teatr już bardzo zaangażowany, nowoczesny i przez to wymagający. Gramy go, ale bez tłumów na widowni. Na szczęście spektakl został także zauważony w kraju. Byliśmy z nim w Teatrze Starym w Lublinie w ramach prestiżowego projektu impresaryjnego realizowanego przez teatr. Byliśmy z tym spektaklem także na jednym z najważniejszych, krajowych festiwali teatralnych, czyli na szczecińskim "Kontrapunkcie" i pojedziemy jeszcze w listopadzie na Festiwal Nowego Teatru w Rzeszowie.

WisniowyPotem mieliśmy bardzo ciekawą inscenizację "Wiśniowego Sadu". To taka kolejna faza naszej współpracy z zaprzyjaźnionym, gruzińskim teatrem w Poti. Myślę, że to jest spektakl bardzo "czechowowski", aczkolwiek nowoczesny w formie, i również dotykający istotnych spraw tego świata. Spektakl zebrał znakomite recenzje, choć to też nie jest ukochany nurt repertuarowy w naszym mieście, ale wyrobionym miłośnikom teatru sprawił wiele satysfakcji.

Później czas frekwencyjnych żniw. Wrócił "Scrooge. Opowieść wigilijna", czyli nasz przebój od trzech sezonów, który w okresie bożonarodzeniowym przyciąga tłumy. Wszystkie spektakle, a było ich tyle, ile tylko można było zagrać w tym okresie, z nadkompletami na widowni, z bardzo entuzjastycznym odbiorem. Tutaj też wstrzeliliśmy się z sylwestrową przedpremierą "Kolacji dla głupca", czyli bardzo mądrej komedii, z elementami farsowymi – komedii takiej, która wiele mówi o ludziach, w reżyserii mistrza gatunku czyli Marcina Sławińskiego. To był drugi hit frekwencyjny i to spowodowało, że do końca karnawału, a nawet na początku kwietnia mieliśmy komplety na widowni i bardzo usatysfakcjonowaną publiczność. Repertuar powinien być zrównoważony, jesteśmy jedynym teatrem w mieście z takim promieniowaniem na aglomeracje, który powinien zaspokajać gusta różnego rodzaju i każdej grupie widzów mieć coś interesującego do powiedzenia. I myślę, że tak się dzieję.

Dziennik APotem mogliśmy sobie pozwolić na dwie polskie prapremiery, rzeczy już nieco trudniejsze. Pierwsza bardzo udana – „Dziennik Anny Frank", prapremiera sztuki Erica Emmanuela Schmitta, autora bardzo kochanego w naszym kraju. Spektakl jest dla mnie bardzo ważny między innymi dlatego, że wpisał się w środek ożywionej dyskusji na temat Holocaustu, a ożywionej za sprawą ustawy o IPNie. Spektakl dla mnie jest o tyle piękny i szlachetny, że pomaga spojrzeć na problem z takiej strony trochę zapomnianej. Ostatnio mówimy o tym głównie w kategoriach politycznych, odpowiedzialności. Przed oczami mamy rampę, wagony, baraki, włosy i liczby. Tysiące, miliony i tyle, a w tym wszystkim mam wrażenie, że znika nam z oczu człowiek, który przeżywa niesamowitą tragedię. W tej sztuce mamy taką piękną rzecz, autor przesuwa akcent ze śmierci, zagłady, która wisi w powietrzu, na rozkwitające życie, oglądamy młodość, która się rwie do tego żeby żyć w środowisku walczącym o przetrwanie, pełnym nadziei. Z "Dziennikiem..." mamy też taką satysfakcję, że udało się coś, co wcześniej jeszcze nigdy nie wyszło, mianowicie jest to spektakl, który możemy grać przedpołudniami i wieczorami. Odpowiada młodzieży i nauczycielom. Słyszeliśmy wiele bardzo miłych dla nas opinii, że to jest spektakl ważny, potrzebny. Bardzo ułatwia późniejszą rozmowę o Holocauscie w szkole. Spektakl ma też widownię wieczorną, dorosłą, świadomą, która kupuje bilety i przychodzi na spektakle.

Później mieliśmy pozycję bardzo radykalną, odważną, dotykającą smutnych, bolesnych problemów w życiu współczesnych społeczeństw. Mówimy o przeróżnych formach przemocy w relacjach międzyludzkich, przede wszystkim wobec kobiet, ale nie tylko. O przemocy pięknie ubranej, upudrowanej, wyperfumowanej w kręgach średniej czy wyższej klasy europejskiej. Bardzo interesujący tekst francuskojęzycznego autora pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej i tę egzotykę w tym tekście się czuje. Myślę, że reżyserce Katarzynie Deszcz udało się to przełożyć na scenę, i tak powstał nam spektakl "Nema". Ta polska prapremiera, pierwsza w ogóle polska realizacja tekstu tego autora. Myślę, że to jest najodważniejszy spektakl jaki powstał w ostatnich latach w Teatrze Nowym, a może i kiedykolwiek. Spektakl bardzo kontrowersyjny i budzący bardzo odległe od siebie emocje. Bywa totalnie odrzucany lub wzbudza głęboki zachwyt. To jest fajne, to mnie cieszy, bo od tego też jest teatr. Przedstawia sprawy w taki sposób, który budzi przeciwstawne emocje przyczyniając się do rozmowy.

Duszek1I zakończyliśmy autorską bajką Zbyszka Stryja "Duszek z komina", skierowaną do młodszych dzieci. Bajką żywą, kolorową, dynamiczną, z piosenkami i z treściami edukacyjnymi, przekazanymi tak, że dzieci to kupują.

Obecnie trwają wakacje. Przestaliśmy grać, ale jednocześnie rozpoczęliśmy przygotowania do dwóch kolejnych premier. Chwilę temu skończyły się dwa turnusy "Lata w teatrze", i część zespołu udaje się z "Dziennikiem Anny Frank" na festiwal do Poti w Gruzji.

Czy w tak udanym sezonie jest coś, co chciał Pan zrealizować, ale nie wyszło? Czy coś się nie udało?

Wszystkie plany na ten sezon zostały zrealizowane. Zagraliśmy spektakli nieco więcej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku, mieliśmy trochę więcej widzów, i dzięki temu trochę większe wpływy. Czy coś nie wyszło? Zawsze coś może wyjść lepiej i zawsze by się chciało, żeby tak było. Bardzo bym chciał, żeby "Wiśniowy sad", który jest spektaklem wysoce artystycznym, głębokim, znakomicie zagranym i uroczym w sensie teatralnym, poza świetnymi recenzjami krytyków, budził większe zainteresowanie publiczności. Chciałbym, żeby widownia była pełna i wychodziła głęboko poruszona. To się udało, ale tylko poniekąd. To samo dotyczy "Nemy". Chciałbym, żeby ten ważny spektakl zobaczyło jak najwięcej osób, bo to jest spektakl, w który każdy po głębszym spojrzeniu, znajdzie coś dla siebie. Oczywiście nie w formach tak drastycznych, ale te różne „nieczystości” w relacjach międzyludzkich, między rodzicami a dziećmi, między współmałżonkami, w relacjach z kimś kto jest mi podległy... Tam są głębokie i poruszające rzeczy i fajnie, gdyby wielu ludzi ten spektakl zobaczyło. Po to robimy Teatr, żeby jak najwięcej ludzi coś sobie w nim znajdowało dla siebie. Pod tym względem nigdy nie będzie pełnej satysfakcji, bo zawsze można więcej i o wiele lepiej.

Proszę przedstawić też najbliższe plany Teatru. Zacznijmy od Festiwalu Dramaturgii "Rzeczywistość przedstawiona". Co może Pan zdradzić już teraz przyszłym odbiorcom?

W zasadzie mógłbym zdradzić już wszystko, ponieważ program jest już ułożony. Tyle że jest ułożony poniekąd alternatywnie. Z tego względu, że będziemy mieli małą rewolucję przestrzenną. Być może będziemy mogli skorzystać z małej salki, dawnej sali gimnastycznej, która stałaby się jednym z głównych miejsc prezentacji festiwalowych. Byłaby to wielka korzyść dla widzów, ponieważ cały Festiwal byłby tak przestrzennie skupiony. Myślę, że byłoby to też z korzyścią dla samego Festiwalu, bo zyskałby pewną zwartość, wszyscy bylibyśmy blisko siebie i to byłoby dobre. Ta perspektywa miała oczywiście wpływ na dobór repertuaru. Z całą pewnością zaprezentujemy kilka głośnych spektakli, ważnych, bardzo atrakcyjnych. Zaproszenie tych przedstawień było możliwe między innymi dlatego, że otrzymaliśmy znaczące dofinansowanie z Ministerstwa na tegoroczną edycję Festiwalu. Pozwoliło to myśleć o przedstawieniach nie tylko ważnych i wartościowych, ale też prezentujących taki teatr z rozmachem, a przez to kosztowny. Cieszy mnie, że mamy taką okazję. Nic więcej nie powiem na ten temat, dopóki nie rozstrzygną się dylematy przestrzenne, a zaraz potem nastąpi oficjalne ogłoszenie pełnego programu.

Czego my widzowie możemy się spodziewać w nowym sezonie?

Na pewno nie możemy się spodziewać żadnych rewolucji. Będziemy konsekwentnie starali się podążać tą drogą, na którą weszliśmy parę lat temu. Będziemy robić teatr dla możliwie najliczniejszej i najbardziej zróżnicowanej widowni. Tak, żeby dla każdego znalazła się jakaś interesująca propozycja. Zaczniemy od adaptacji głośnej powieści ubiegłego roku "Lata powyżej zera". Jej autorką jej Anna Cieplak, autorka z naszego regionu, młoda osoba. Obok „Ma być czysto” to jest jej druga książka. Obydwie przyniosły jej wiele nagród, między innymi nominacje do Paszportu "Polityki", Nagrody Gombrowicza i Konrada, nominację do Nike. Start znakomity, a my przez splot różnych zdarzeń, relacji i znajomości dostaliśmy prawa do prapremierowej adaptacji i przeniesienia tej powieści na naszą scenę. Robi to Agata Baumgart, młodziutka reżyserka, ale już z osiągnięciami. Myślę że z dużym, oryginalnym potencjałem. Prace zaczęły się na początku czerwca, a na 22 września planujemy premierę. Wydaje mi się, że będzie to rzecz bardzo interesująca dla widzów kilku pokoleń, zarówno dla tych wchodzących teraz w dorosłe życie, jak i tych którzy wchodzili w to życie wówczas, gdy miał miejsce zamach na World Trade Center. Od tego właśnie zaczyna się ta książka. Autorka pisze o tym, że kiedy samoloty wbijały się w te dwie wieże, to ona właśnie uprzątnęła swoją półkę z kasetami magnetofonowymi i wyrzuciła to wszystko, co świadczyło o jej niedojrzałości: Spice Girls i tym podobne rzeczy, a wstawiła między innymi Paktofonikę, jakby przeskoczyła na inny, wyższy poziom wchodzenia w dorosłość. I właśnie o tym wchodzeniu w dojrzałość w ówczesnej rzeczywistości, pięknie opisanej, jest ta książka. "Lata powyżej zera" bo ten rok "zerowy" to właśnie ten moment, od którego zaczęło się dziać coś nowego z nią i ze światem wokół niej. I dlatego myślę że będzie to również interesujące zarówno dla jej rówieśników, czyli dla dzisiejszych trzydziestokilkulatków, ale także dla ich rodziców. W tej chwili mówię o swojej perspektywie, bo ja z tej książki dowiedziałem się bardzo dużo o tym, co przeżywały i jak postrzegały świat moje dzieci, które wtedy zaczynały rozumnie spoglądać na świat.

Równolegle trwają prace do spektaklu realizowanego jako nagroda w konkursie Jana Dormana, organizowanym przez Instytut Teatralny. Jest to konkurs na przygotowanie i zagranie kilkunastu, kilkudziesięciu spektakli adresowanych do dzieci. Ale nie chodzi o spektakle grane w teatrze, tylko o spektakle grane w placówkach oświatowych, szkołach, świetlicach. To ma być pewnego rodzaju remedium, przeciwwaga dla "spektakli walizkowych". Szkoły mają teraz do czynienia z inwazją tego rodzaju spektakli. Przyjeżdża jeden czy dwóch aktorów i w sali gimnastycznej są w stanie zagrać wszystko, co niekoniecznie jest dobre dla odbiorców i dla samego teatru. Oczywiście nie chcę tego w całości dyskredytować, bo zdarzają się przedsięwzięcia bardzo udane, ale na ogół są to po prostu tak zwane chałtury. Niewiele dobrego z tego wynika. I stąd – jak myślę - pomysł Instytutu Teatralnego, aby teatr dotarł tam gdzie nie ma możliwości, żeby dzieci dotarły do teatru, ale żeby to był taki prawdziwy teatr. Finalnie dofinansowanie uzyskało bodajże pięć projektów, w tym nasz. Jesteśmy z tego bardzo dumni, cieszymy się i pracujemy nad adaptacją książki "Morze ciche", a oryginalność naszego przedsięwzięcia polega na tym, że robimy spektakl, który ma być adresowany przede wszystkim do dzieci niesłyszących. Wykorzystujemy umiejętność, jaką posiadły trzy nasze aktorki w ramach innego, wcześniejszego projektu – umiejętność posługiwania się językiem migowym. Będzie to więc bardzo interesujący spektakl, który mają oglądać i odbierać także dzieci niesłyszące. Spektakl będzie korzystał z bardzo bogatych środków wyrazu, tak żeby przekazać maksimum treści poza słowem, a jeśli słowem – to przekazywanym w języku migowym. Postaramy się, żeby odbiór w miarę możliwości był pełny i bogaty. Ten spektakl przygotowujemy na początek października, będzie potem grany dwadzieścia razy w całej Polsce, głównie w ośrodkach skupiających dzieci niesłyszące.

A później będzie Festiwal i kolejne premiery, następna przygotowywana przez Piotra Ratajczaka i sylwestrowa, lekka dla odmiany, bo staramy się myśleć o wszystkich naszych widzach. I po sekwencji rzeczy ważnych, wymagających, a niekoniecznie najłatwiejszych, będziemy mieli coś lekkiego, coś co da oddech i sprawi przyjemność tym, którzy po prostu chcą przyjść do nas w wolny, weekendowy wieczór i odpocząć po trudach tygodnia. Rozerwać się, ale w sposób nie bezrefleksyjny, ale w taki zmuszający do myślenia. I z całą pewnością będzie to dobry teatr.

Dziękuję za rozmowę.

Z dyrektorem Teatru Nowego, Jerzym Makselonem rozmawiała Melania Gwóźdź, młodzieżowa Redakcja Pokładów Kultury.

Zdjęcia Paweł JaNIC Janicki

© Copyright 2011. „System e-informacji kulturalnej" współfinansowany jest przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2007-2013. Zadanie realizowane w ramach projektu pn. „W sieci kultury – utworzenie systemu e- informacji kulturalnej na terenie Gminy Zabrze”

Ta strona używa plików cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

1. Serwis zbiera w sposób automatyczny tylko informacje zawarte w plikach cookies.

2. Pliki (cookies) są plikami tekstowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika serwisu. Przeznaczone są do korzystania ze stron serwisu. Przede wszystkim zawierają nazwę strony internetowej swojego pochodzenia, swój unikalny numer, czas przechowywania na urządzeniu końcowym.

3. Operator serwisu (Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu) jest podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym swojego użytkownika pliki cookies oraz mającym do nich dostęp.

4. Operator serwisu wykorzystuje pliki (cookies) w celu:

  • dopasowania zawartości strony internetowej do indywidualnych preferencji użytkownika, przede wszystkim pliki te rozpoznają jego urządzenie, aby zgodnie z jego preferencjami wyświetlić stronę;
  • przygotowywania statystyk pomagających poznaniu preferencji i zachowań użytkowników, analiza tych statystyk jest anonimowa i umożliwia dostosowanie zawartości i wyglądu serwisu do panujących trendów, statystyki stosuje się też do oceny popularności strony;

5. Serwis stosuje dwa zasadnicze rodzaje plików (cookies) - sesyjne i stałe. Pliki sesyjne są tymczasowe, przechowuje się je do momentu opuszczenia strony serwisu (poprzez wejście na inną stronę, wylogowanie lub wyłączenie przeglądarki). Pliki stałe przechowywane są w urządzeniu końcowym użytkownika do czasu ich usunięcia przez użytkownika lub przez czas wynikający z ich ustawień.
6. Użytkownik może w każdej chwili dokonać zmiany ustawień swojej przeglądarki, aby zablokować obsługę plików (cookies) lub każdorazowo uzyskiwać informacje o ich umieszczeniu w swoim urządzeniu. Inne dostępne opcje można sprawdzić w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. Należy pamiętać, że większość przeglądarek domyślnie jest ustawione na akceptację zapisu plików (cookies)w urządzeniu końcowym.
7. Operator Serwisu informuje, że zmiany ustawień w przeglądarce internetowej użytkownika mogą ograniczyć dostęp do niektórych funkcji strony internetowej serwisu.
8. Pliki (cookies) z których korzysta serwis (zamieszczane w urządzeniu końcowym użytkownika) mogą być udostępnione jego partnerom oraz współpracującym z nim reklamodawcą.
9. Informacje dotyczące ustawień przeglądarek internetowych dostępne są w jej menu (pomoc) lub na stronie jej producenta.
10. Bardziej szczegółowe informacje na temat plików (cookies) dostępne są na stronie 
ciasteczka.org.pl